Kulig
Idzie zima szybkim krokiem.
Białe buty ma wysokie.
Pod pierzyną wszystko chowa,
szroni dachy, krzewy, drzewa.
Z mroźnym wiatrem baraszkuje,
stawy, rzeki lodem kuje.
Dookoła jest już biało.
Nawet domy zasypało.
Na rozdrożach pełno śniegu,
rwą się konie do kuligu.
W wielkie sanie zaprzężone,
mkną przez pola pobielone.
A na saniach grupa dzieci.
Puch srebrzysty na nie leci.
Pędza, pędzą kare konie.
Dzwonki mają przy ogonie.
Pędzą, co sił w nogach gnają.
Świetny kulig dzieci mają.
Roześmiane są ich twarze,
to zabawa wielkich wrażeń.
Wiatr porywa końskie grzywy.
Widok to jest urokliwy.
Poprzez leśne mkną ścieżyny
wprost do domu małej Niny.
Tam zasiądą przy ognisku.
Wszyscy obok siebie blisko.
I kiełbasę spałaszują.
Oddech zimy tam poczują.
Antoneta-Anna Bednarek
